niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział osiemnasty .

Cześć! ;) 
Mam parę spraw, które chciałabym tu omówić.
Po pierwsze: znowu(!) przepraszam, że rozdział dodany po terminie. Miałam ognisko, więc wczoraj nie myślałam nawet o blogu ;p
Po drugie: biorę udział w konkursie na najlepszego pisarza i bardzo, baaardzo Was proszę, abyście weszli na http://www.kidzuita.blogspot.com/ i zagłosowali na mnie :>
Będę naprawdę ogromnie wdzięczna :)
Pozdrawiam Was serdecznie ;*

Klaus
            Właśnie dojechaliśmy na miejsce. Zaparkowałem na podjeździe i wraz z chłopakami stanęliśmy przed drzwiami. Rick nacisnął dzwonek i czekaliśmy. Po chwili usłyszeliśmy ciche śmiechy i chichoty, a następnie przed nami stanęła Elena i Caroline.
- Hej – powiedziałem krótko. Damon i Alarick wmaszerowali do domu, jednakże, kiedy próbowałem przekroczyć próg, natrafiłem na niewidzialną barierę.
- Eleno! – krzyknęła Caroline, która, jako jedyna zauważyła mój problem.
            Szatynka, która właśnie całowała się z brunetem, odwróciła się w stronę Caroline, a następnie skierowała swój wzrok na moją osobę. Szepnęła coś do Damona, na co ten skinął głową i poszedł z Rickiem do salonu. Elena stanęła naprzeciwko mnie i skrzyżowała ramiona. Jej twarz była pozbawiona emocji, co mnie zaniepokoiło.
- Czy mogę wejść? – zapytałem.
- A czy mogę ci ufać? – Elena uniosła brwi i lustrowała mnie wzrokiem. Miała surowy wyraz twarzy, ale jedynie przez moment.
- Eleno, nie męcz go – wtrąciła blondynka.
- No dobrze, dobrze – uśmiechnęła się – Zapraszam.
- Zrobiłaś mi niezłego stracha – powiedziałem, kiedy weszliśmy.
- Nie martw się. Jesteśmy przyjaciółmi, prawda? Przyjaciele sobie ufają – uśmiechnęła się delikatnie.
            W tym momencie usłyszeliśmy głos Damona, który wołał szatynkę. Dziewczyna przewróciła oczami i szybszym krokiem udała się w głąb domu. Zostałem sam z Caroline. Staliśmy na korytarzu i wcale nie się nam nie spieszyło, aby dołączyć do reszty.
Dziewczyna zaczęła zbliżać się do mnie, na co zareagowałem uśmiechem.
- Dziękuję – szepnąłem jej na ucho, kiedy się przytuliliśmy.
- To nic takiego.
- Wiem, ale dziękuję.
             Blondynka odsunęła się delikatnie, ale nasze twarze w dalszym ciągu dzieliły milimetry. W pewnym momencie pocałowałem ją. Był to jedynie krótki buziak..
- Chodźmy do nich. Musimy pogadać.
- Zgoda – potwierdziła Caroline, a ja splotłem nasze palce i powędrowaliśmy do salonu.
            Stanęliśmy obok Damona i Alaricka. Mężczyźni rozmawiali o czymś nerwowo, a kiedy nas zauważyli, ucichli. Elena siedziała już na kanapie razem z Bonnie.
- Zanim usiądziemy i porozmawiamy… Mamy coś, żeby się napić? – Damon spojrzał na Elenę, która kiwnęła przecząco głową.
- Dobrze, że o nas pomyślałem… - powiedział Alarick i z uśmiechem na ustach, wyciągnął spod kurtki butelkę Burbonu.
- Jestem twoim dłużnikiem, buddy – westchnął z ulgą Damon i wziął naczynie do ręki. W następnej kolejności poszedł do kuchni i przyniósł 3 szklanki. Do każdej z nich, rozlał taką samą ilość trunku i podał mi oraz Rickowi.
- Dobra, możemy zaczynać – powiedział, kiedy usiadł na kanapie obok Eleny. Objął ją ramieniem, natomiast dziewczyna zaczęła bawić się jego włosami, na co brunet przewrócił oczami, ale nie zareagował.
            Uśmiechnąłem się do siebie, ponieważ wyglądali tak naturalnie i zachowywali się tak swobodnie, że trudno byłoby się domyśleć, że nie jest to normalny związek. Chciałem, żeby tak samo wyglądały moje relacje z Caroline. Nie miałem teraz zbyt wiele czasu na przemyślenia, bo reszta czekała, aż zacznę mówić.
- Wraz z Damonem wpadliśmy na pewien pomysł, a dokładnie…
- Ja wpadłem – przerwał mi Damon.
- Dobra, Damon wpadł na pomysł dotyczący sprawienia, aby Katherine zaczęła mówić. Dowiedziałem się, że nasza kochana wampirzyca boi się, że stanie się z powrotem człowiekiem. Więc…
- Postanowiliśmy ją zastraszyć – dokończył Damon i uśmiechnął się cwaniacko.
- Dobrze, ale przejdźcie do sedna. W jaki sposób chcecie to zrobić? – zapytała Elena. Damon i ja spojrzeliśmy po sobie, a następnie na nią.
- Nastraszymy ją tobą.
            Wszyscy umilkli. Szatynka zrobiła zdziwioną minę, ale po chwili zrozumiała. Niestety innym nie przyszło to do głowy i musieliśmy im wszystko wyjaśnić, co zajęło nam najwięcej czasu. Po kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu minutach wszystko było jasne.
Damon
- Gorzej będzie, jak wasz plan nie wypali – powiedziała Elena, kiedy jechaliśmy sami do pensjonatu.
            Spojrzałem na nią i zastanawiałem się, co odpowiedzieć.
- Uda się. Musi się udać – nie mogłem nic lepszego wymyślić. Odwróciłem głowę i skupiłem się na prowadzeniu samochodu – Z resztą zobaczymy.
Nastała chwilowa cisza, która trwała dopóki nie dojechaliśmy na miejsce. Pomogłem dziewczynie wyjść z samochodu i weszliśmy do środka. Automatycznie podszedłem do barku i nalałem sobie Burbona. Można to było już uznać za objawy alkoholizmu, ale kto by się tym przejmował? Elena stała po drugiej stronie pomieszczenia z założonymi rękami i obserwowała mnie. Uśmiechnąłem się do niej pocieszająco, ponieważ szatynka miała zatroskaną minę.
W ciągu tych paru miesięcy bardzo dużo się działo. Wiedziałem, że dziewczyna bardzo to przeżywa. Zmieniła się… Ale gdzieś tam w głębi duszy to jest ta sama Elena, którą poznałem. Byłem szczerze zaskoczony, że jest tak silna psychicznie. Niewiele osób, a szczególnie siedemnastolatek, wzięłoby na barki cały ten ciężar. Martwiłem się jedynie tym, że ona nie jest szczęśliwa, że zniszczyłem jej życie, że ona tak dłużej nie wytrzyma… Była silna, jak na człowieka, ale ma to swoje granice.
Elena zaczęła iść w moim kierunku. Odstawiłem szklankę i wyciągnąłem dłoń. Dziewczyna ujęła ją. Splotła nasze palce, a ja poczułem jej równomierne bicie serca. Serce, które częściowo biło dla mnie. Serce, którego tak bardzo brakowało mi przez tyle lat.
W kominku płomienie skakały nerwowo, jak gdyby nie mogły się doczekać, co będzie dalej. Ogień syczał, buchał, a pojedyncze iskierki strzelały cicho. Wnętrze pokoju nabrało czerwonych i pomarańczowych barw, ponieważ jedyne światło pochodziło z paleniska. W salonie panowała romantyczna atmosfera, ale żadne z nas nie miało ochoty na czułości. Byliśmy zmęczeni.
Objąłem dziewczynę mocno, a ona wtuliła głowę w moją klatkę piersiową. Wdychałem zapach jej włosów tak, jakbym miał jej nigdy nie zobaczyć. Nie wiedziałem dlaczego, ale miałem takie wrażenie. Nie chciałem jej puścić, niestety… Jak zwykle, w najlepszym momencie przyszedł Stefan.
- Ja… Już wychodzę – wyjąkał i skierował się do wyjścia.
- Stefanie, poczekaj – powiedziała Elena i odwróciła się do niego – Ja idę się przebrać. Zostawię was samych – uśmiechnęła się delikatnie, a następnie poszła na górę.
            Ponownie zaopatrzyłem się w szklankę z bursztynowym płynem, jednak wcześniej nalałem jeszcze bratu. Kiedy kroki szatynki ucichły zaczęliśmy rozmowę.
- Słuchaj, Damon… Wiem, że nasze relacje nie są najlepsze, ale…
- W porządku, też chciałem cię przeprosić – wtrąciłem. Powiedziałem to bardzo powoli, gdyż nie lubiłem przepraszać. Chyba nikt tego nie lubi. Zazwyczaj nie pozwalała mi na to moja duma, ale dzięki Elenie… Uczę się człowieczeństwa.
            Położyłem bratu dłoń na ramieniu i skinąłem głową. Trwaliśmy tak parę sekund, a potem odsunąłem się od niego. Nic nie mówiąc zacząłem iść w stronę schodów. Stefan został na dole i wpatrywał się w ogień.
- Damonie! – zawołał, kiedy wychodziłem na piętro. Zatrzymałem się, a on kontynuował – Katherine się wcześniej obudziła, więc wstrzyknąłem jej werbenę.
- Dobrze – skwitowałem krótko.
            Wszedłem do mojej sypialni. Elena leżała już w łóżku i prawdopodobnie spała. Poszedłem szybko pod prysznic. Ubrałem świeże bokserki, następnie umyłem zęby i twarz i starając się nie obudzić szatynki położyłem się obok niej. Delikatnie objąłem ją w talii, a ona uścisnęła moją dłoń.
Westchnąłem.
- Kocham cię – powiedziałem szeptem. Było to skierowane do Eleny, jednakże nie oczekiwałem odpowiedzi, ponieważ dziewczyna spała.
- Mhm… - zaskoczyło mnie, kiedy usłyszałem odzew.
            Z uśmiechem na ustach zamknąłem oczy i udałem się do krainy pełnej marzeń.

Elena
            Ze snu obudziły mnie pierwsze krople deszczu. Następnie zaczęło padać coraz bardziej i bardziej. Woda dudniła o szyby i dach wywołując nieprzyjemne emocje. Była to pierwsza mocna ulewa tej jesieni. Ciemne chmury, porywisty wiatr i zimny deszcz nie dodawały zbytnio energii, a tu trzeba było wstać do szkoły.
- Koniec spania – powiedziałam cicho i odwróciłam się do Damona, który leżał obok mnie. Na mój głos brunet uniósł delikatnie powieki i uśmiechnął się.
            Podniosłam się, przeciągnęłam i czym prędzej wyskoczyłam z łóżka. Poszłam się umyć, uczesać i ubrać. Dobrze, że któregoś dnia przywiozłam tu kilka swoich rzeczy, bo się przydały. Założyłam jasne jeansy i biały top z fioletowymi i różowymi elementami. Kiedy wykonałam wszystkie niezbędne czynności usiadłam na łóżku. Damon dopiero się podnosił.
            Siedziałam i patrzyłam, jak mężczyzna ślamazarnie wstaje. Uśmiechnęłam się, ponieważ przypominał mi Jeremy’ego, kiedy ten był mały.
- Czasami mam wrażenie, że chodzę z sześciolatkiem – zaśmiałam się.
Brunet nachylił się w moją stronę i pocałował mnie. Zamknęłam oczy i delektowałam się tymi kilkoma sekundami. Jedną ręką ujęłam jego twarz, a drugą wsunęłam w kruczoczarne włosy. Po chwili oderwałam się od Damona, wzięłam torbę i zaczęłam iść w stronę drzwi. Trzymając klamkę odwróciłam się do chłopaka.
- Do zobaczenia później.
- Miłych lekcji – powiedział wampir sarkastycznie. Oczywiście nie zabrakło przy tym cwaniackiego uśmieszku.
Uniosłam brwi i rzuciłam mu ostre spojrzenie. Mrugnęłam, a następnie Damon znajdował się dosłownie kilka centymetrów ode mnie. Mimo iż w pomieszczeniu nie było za ciepło, to mężczyzna stał w samych czarnych bokserkach. Czułam, jak od jego umięśnionego, boskiego ciała buchał żar, od którego zrobiło mi się duszno. Im bardziej Damon zbliżał się do mnie, tym szybciej moje serce biło.
- Damon… - powiedziałam. Teraz nasze twarze dzieliły milimetry. Mężczyzna wpatrywał się raz we mnie, a raz w moje usta. Oparł się jedną ręką o drzwi. Czułam jego równomierny oddech.
- Eleno? – szepnął zalotnie, lustrując mnie wzrokiem.
- Wiesz, że chciałabym zostać, ale muszę iść… - jęknęłam, odbierając jego delikatny dotyk na mojej talii. Po ciele przeszły mi przyjemne dreszcze. Złożyłam na jego ustach krótki pocałunek i szybko opuściłam pokój.
            Zamknąwszy drzwi, oparłam się o ścianę i zaczęłam oddychać głęboko, aby uspokoić oddech. Musiałam wyjść stamtąd, jak najszybciej, bo inaczej nigdy bym tego pokoju nie opuściła. Kiedy wróciłam do siebie, zbiegłam po schodach. Pożyczyłam od Damona jeden z jego samochodów i pojechałam do szkoły.

Klaus
            Czasami miewam wrażenie, że cały świat działa przeciwko mnie. Nieszczęścia chodzą za mną całymi dniami. Nie jestem w stanie się ich pozbyć i czego nie zrobię, to na pewno wszystko się spieprzy. Jednakże po tych chwilach nadchodzą dni, kiedy cieszę się, że żyję. Cieszę się, że jestem wampirem. Tak. Pierwszym pół wampirem, pół wilkołakiem. I mimo tego, że bywam straszny, zły, samolubny i potworny, to… Jestem zadowolony. Czy żałuję czegoś w swoim życiu? Nie. Chociaż… Tak. Żałuję tego, że odsunąłem się od rodziny i nie utrzymujemy kontaktu. Czy miewam wyrzuty sumienia? Trudne pytanie, bo zazwyczaj wyłączam emocje i po sprawie, ale czasami mam takie dziwne uczucie w klatce piersiowej. Zazwyczaj, kiedy pokłócę się z przyjaciółmi, a najbardziej z Caroline. Źle się z tym czuję, a z drugiej strony nie znoszę okazywać emocji. Nie cierpię przepraszać! Nie radzę sobie z tym, że ja, wielki i potężny Niklaus, musi się przed kimś poniżyć w postaci przeprosin.
            Miałem przeczucie, że dzisiaj jest jeden z tych szczęśliwych dni. Przynajmniej na razie. Zobaczymy, co przyniosą kolejne godziny, a dokładniej kolejne, nużące przesłuchanie Katherine.
Telefon. Otworzyłem oczy. Zegar na ekranie wskazywał na dziewiątą pięć. Nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Gdzie jesteś?! – usłyszałem męski głos. Przetarłem oczy i powstrzymałem ziewnięcie.
- Zbieram się.
- Ty i twoja punktualność – Damon był widocznie wkurzony.
            Rozłączyłem się, a następnie skierowałem się do łazienki. Szybka poranna toaleta i czułem się, jak młody bóg. Ubrałem czarne jeansy i beżową, bawełnianą koszulkę z długimi rękawami, który podwinąłem do łokci. Zbiegłem po schodach, łapiąc na korytarzu Dorothei – pokojówkę, która czasami służyła mi za przekąskę. Zahipnotyzowałem ją, aby przygotowała coś dobrego na kolację, ponieważ zaproszę do domu dziewczynę. Kobieta przyjęła to skinieniem głowy, a ja pomknąłem do samochodu.
                                                                       ***     
- Zaczynamy? – zapytałem.
            Brunet kiwnął głową i pchnął drzwi od celi. Naszym oczom ukazał się ten sam widok, co zwykle. Brudny, ciemny, wilgotny loch, zatęchłe powietrze i kobieta przywiązana do krzesła. Kobieta, która z wizyty na wizytę wyglądała coraz marniej. Jej włosy straciły blask, skórka stała się blada, miała brudne, cuchnące ubrania. Ogółem odniosłem wrażenie, że straciła siły. W sumie nie zdziwiło mnie to, gdyż od parunastu dni nie piła krwi. Troszkę ją podsuszyliśmy, ale mieliśmy nadzieję, że prędzej ją złamiemy i dowiemy się prawdy.
            Oparłem się o ścianę naprzeciwko wampirzycy. Kobieta uniosła wzrok i przewróciła oczami.
- Znowu wy? Lepiej wstrzyknijcie mi od razu werbenę – prychnęła.
- Koniec żartów, Katherine. Mamy dla ciebie propozycję. Sama uznasz, czy jest ona korzystna, czy nie – przedstawiłem krótko sytuację – Damonie, uczynisz honory?
            Salvatore podszedł do mnie, a z kieszeni wyciągnął małą buteleczkę wypełnioną czerwonym płynem. Katherine, widząc krew, szarpnęła się, jednakże liny nasączone werbeną dały się jej we znaki. Owszem była to krew, ale Petrova nie wiedziała czyja. Elena zgodziła się oddać trochę swojej krwi, aby ewentualnie zamienić ją w człowieka.
- Hola, hola! Jesteś pewna, że tego chcesz? – zapytałem i założyłem rękę na rękę.
- Tak! – syknęła.
 Uśmiechnąłem się do siebie.
- W takim razie… - wziąłem buteleczkę od Damona i już miałem podać ją Katherine.
- Klaus! Nie bądźmy wredni – Damon uniósł kąciki ust – Może jej powiemy? Nie chcę mieć wyrzutów sumienia…
Kobieta patrzyła na nas z nienawiścią, ale trudno się jej dziwić. Była głodna.
- Dobra, potem będzie mieć nam za złe, że coś jej zrobiliśmy – Katherine stawała się coraz bardziej zmieszana, nie miała pojęcia, co chcieliśmy jej zrobić – W takim razie: Albo powiesz nam, co knujesz, albo zamienimy cię w człowieka, tym oto krwiopodobnym napojem.
Najwidoczniej nasz pomysł zadziałał. Może nie od razu, ponieważ wampirzyca zaczęła opierać się, mówiąc, że nie ma lekarstwa na wampiryzm, ale w końcu uwierzyła. Chcąc, nie chcąc bała się zaryzykować.
Spuściła głowę, lecz po chwili spojrzała na mnie ostrym spojrzeniem.
- Co chcecie wiedzieć?
- Dlaczego przyjechałaś do Mystic Falls? – wyprzedził mnie Damon.
- To ty nic nie wiesz? Ty i ten twój brat?
Zmarszczyłem brwi i kątem oka spojrzałem na Salvatore’a. Brunet był nieco zmieszany.
- Ehh… Nic nie wiecie – westchnęła – W 1864 roku mieszkałam w Mystic Falls. Poznałam ciebie i twojego brata. Nie zagłębiając się w szczegóły, rozkochałam was w sobie – Damon prychnął, ale się nie odezwał – Co równało się temu, że pokłóciliście się. Ja i wasz młodszy brat Ethan próbowali…
- Zaraz, zaraz, zaraz! Nasz ojciec miał tylko dwóch synów! Nie ma mowy o żadnym młodszym bracie! – wtrącił Damon.
- Wasza matka miała romans z pewnym szlachcicem imieniem Charles. Ojciec mówił wam, że zmarła, co było nie prawdą. Uciekła z nim, i wówczas piętnastoletnim Ethanem, do Anglii. Ale wracając, ja i Ethan próbowaliśmy was pogodzić, jednakże wydało się wówczas, że w mieście są wampiry. Zaczęto polować. Bardzo dużo moich bliskich zginęło. Wasz ojciec został zamordowany, ja zamieniłam was w wampiry, ponieważ chcieliście tego. Był pewien problem… Musieliście zapomnieć o tym, że się poznaliśmy, o całym waszym „człowieczym” życiu, gdyż nie dalibyście sobie z nim rady. Pewnie wymazałam wam za dużo i nie pamiętasz Ethana.
- A dlaczego mielibyśmy ci wierzyć? – Damon parsknął. Odwrócił się i zmarszczył brwi.
- Nie macie wyjścia – wzruszyła ramionami – Wróciłam tu, aby spotkać się z Ethanem.
Nastała niezręczna cisza.
- CO?
- Ups… - Katherine zrobiła minę niewiniątka. Wiedziałem, że Damon może to różnie przyjąć. W najgorszym wypadku zabije kilka dziewczyn, aby odreagować.
- Dobra. Damon, chodź. Wrócimy tu później – zaproponowałem przyjacielowi.
- Nie – zaoponował – On też jest wampirem? Chcę się z nim zobaczyć – zwrócił się do Katherine.
- Mogę cię do niego zaprowadzić, no ale będziesz musiał… - Próbowała unieść nadgarstki, jednakże były przywiązane – No wiesz?
Brunet rzucił się na nią, na szczęście byłem dość szybki, aby go powstrzymać. Odepchnąłem go tak mocno, że uderzył w przeciwległą ścianę. Nic mu się nie stało, bo stanął od razu na nogi. Spojrzał na mnie groźne i wyszedł za drzwi. Podążyłem jego śladem, a kiedy zatrzasnąłem wrota, młodszy wampir uderzył w nie pięścią.
- Suka! – wrzasnął.
Patrzyłem na niego bezsilnie. Wiedziałem, że jest wkurzony. Sam byłem, ale nie miałem pojęcia, co Damon czuje. Właśnie dowiedział się, że znał Katherine, a co najlepsze, że ma brata! Sam nie wiem, jakbym się czuł, ale zapewne byłbym wkurzony. Bardzo wkurzony.
Nie mając zbyt wiele czasu na przemyślenie tego wszystkiego, zawędrowaliśmy do salonu. Damon wziął butelkę Burbona i wypił kilka, dużych łyków z gwinta. Nie jeden by padł po takiej dawce alkoholu na raz, ale na bruneta nie podziałało.
- Też mi się to nie podoba, ale…
- To wszystko kłamstwo. Nie możliwe, że mam jeszcze jednego brata – powiedział spokojnym głosem.
- Spójrz na to z innej strony. Ona nie ma powodów, aby kłamać. Wie, że kiedy dowiesz się prawdy, będziesz bardziej pokrzywdzony.
- Muszę tam iść – powiedział krótko Salvatore i wstał z fotela.
- Nie, nie, nie. Wrócimy tam jutro. Musisz ochłonąć, stary.
            Mężczyzna ponownie usiadł. Dałem mu chwilę spokoju, aby wrócił do siebie i pomyślał. Sam zastanawiałem się nad paroma sprawami, o które będę musiał zapytać Petrovą. Jednak mogą one zaczekać do jutra. Teraz… Wypadałoby się zająć Damonem, niestety ja mu się na nic nie zdam. Trzeba zadzwonić do Eleny. Poza tym umówiłem się dzisiaj z Caroline.
- Zadzwoń do Eleny – poradziłem mu – Opowiedz jej co się dowiedzieliśmy, może ona spojrzy na to z innej perspektywy i na coś wpadnie?
- Mhm – mruknął, ale nie ruszył się z miejsca.
            Podniosłem się powoli i lustrowałem wampira wzrokiem. Wiedziałem, że prędzej, czy później zadzwoni do dziewczyny, aby przyjechała. Musi najpierw ochłonąć.
- Skontaktuję się z tobą jutro. Dzisiaj daj już sobie spokój. Odpocznij. Trafię do drzwi… - czułem się dziwnie prowadząc monolog. Brunet był tak pochłonięty w swoich myślach, że nawet nie zauważył, że wyszedłem.
            „Trzeba będzie to wszystko wyjaśnić” – pomyślałem odjeżdżając spod pensjonatu.

Damon
Nie. To niemożliwe. Katherine na pewno robi sobie z nas jaja. A może nie… Przecież wiedziałbym, że mam jeszcze jednego brata! Ten wredny, zadufany w sobie, złośliwy, dwulicowy, wstrętny, obrzydliwy, frustrujący i irytujący babsztyl! Dopóki nie spotkam się z tym Ethanem to nie uwierzę. Z resztą, jeśli on jest prawdziwy, to jak ona mogła zmienić go w wampira w wieku 15 lat? Nie, nie, nie, nie.
Dopijałem już czwartą szklankę alkoholu, wcześniej wypijając całą butelkę i zaczynało mi zaćmiewać umysł. Ochłonąwszy wybrałem numer do Eleny. Wiedziałem, że jest w szkole, ale potrzebowałem z kimś pobyć. Stefana, jak zwykle nie było. Ciekaw byłem, jaka będzie jego reakcja, jak się dowie.
- Halo? Halo? Damonie? Coś się stało? – głos kobiety wydawał się zmartwiony. Zapomniałem o tym, że dzwonię i nie odzywałem się.
- Ym… Tak. Mogłabyś przyjechać? – zapytałem próbując zapanować nad głosem.
- Mam lekcję, ale mogę się wyrwać – dziewczyna, jednak wyczuła w moim tonie, że stało się coś poważnego – Będę za chwilę.
Rozłączyłem się i czekałem. Faktycznie, po dziesięciu minutach usłyszałem, jak samochód Eleny parkuje przed pensjonatem. Postanowiłem wziąć się w garść i przestać się mazgaić.
Szatynka weszła do środka bez pukania. Na jej widok podniosłem się, ale nie ruszyłem się w jej stronę. Kobieta spojrzała na mnie z troską w oczach, a następnie zaczęła iść w moim kierunku. Gdy dzieliły nas niecałe 2 metry, wyciągnęła ręce przed siebie, w geście uścisku. Ja, głupi, stałem, jak kłoda i rozmyślałem o tym, że widać po mnie, że jestem przejęty. Nie mogłem się tak pokazać ludziom.
Po chwili odzyskałem świadomość. Kiedy dotarł do mnie zapach jej perfum, kiedy poczułem dotyk jej ciepłych dłoni, kiedy moje serce zabiło w ten sam rytm, co jej. Powoli podniosłem ręce i delikatnie ją objąłem. W tym uścisku trwaliśmy dobrych kilka minut.
- Klaus mi wszystko opowiedział – powiedziała cicho. Odsunąłem się od niej na odległość naszych dłoni – Jak się czujesz?
- Jak mam się czuć? Dobrze – skłamałem – Nie wiadomo jeszcze do końca, czy to prawda.
- Gdyby to była prawda. Jakbyśmy mieli 200% pewności, że Ethan żyje i jest waszym bratem, to co byś czuł?
- Byłbym wściekły – skwitowałem krótko. Cały czas jestem wściekły, ale wtedy mógłbym nad sobą nie zapanować. Jakaś kobieta wymazała mi wspomnienia o bracie! Być może był fajniejszy od Stefana! – Ale z drugiej strony bym się cieszył.
            Elena już nic nie powiedziała. Znała mnie, jak nikt inny. Wiedziała, że będę zgrywał twardego, że totalnie mnie to nie rusza, ale w głębi duszy… Byłem z deka zagubiony. Albo inaczej, bałem się, że to może być prawda. Przyzwyczaiłem się do tego życia, życia ze Stefanem, jako młodszym i denerwującym bratem. Jeśli Ethan jest taki sam? To zdecydowanie wolę go nie poznać, nie chcę się nim opiekować. Natomiast, gdyby był bardziej, jak ja, to… Mogłoby być fajnie. Mieć młodszego brata, który lubi ryzyko, zabawę!
            Spoglądałem w jej brązowe tęczówki i cieszyłem się, że jest teraz ze mną. Zdecydowanie polepszył mi się nastrój. Uświadomiłem sobie, że nieważne co się stanie, wiem, że damy sobie radę. Nawet z drugim młodszym i denerwującym bratem.
- Boże, jak ja cię kocham – powiedziałem znienacka, uśmiechnąłem się, a później pocałowałem dziewczynę.
- Co ja takiego zrobiłam? – spytała zaskoczona, kiedy oderwałem swoje usta od jej ust.
Pokręciłem głową z uśmiechem na twarzy.
- Jesteś.

Elena
            „Kolejna noc spędzona z Damonem. Jenna mnie zabije…” – tylko takie myśli kotłowały się w mojej głowie na następny dzień. Praktycznie w ogóle nie przebywałam w domu, a jeśli już tam wróciłam to ewentualnie po to, aby się przebrać. Spałam u Damona albo u Caro. Oczywiście nie byłam pełnoletnia, co nie znaczyło, że się tak nie czułam. Uważałam, że przez śmierć rodziców stałam się odpowiedzialna, samodzielna i wiedziałam, że zachowuję się doroślej niż moi rówieśnicy.
            Wczoraj nie za wiele rozmawialiśmy, ale będąc w towarzystwie Damona nie potrzebowałam rozmów, wystarczyła jego obecność. Mogłam siedzieć w jego ramionach i milczeć aż do końca świata i jeden dzień dłużej! Jednak teraz nie chodziło o mnie tylko o niego. Widziałam, że bardzo to przeżywa. Ktoś spoza naszych przyjaciół mógłby nic nie wyczuć, ale ja znałam Damona na tyle dobrze, że słysząc go przez telefon wiedziałam, że stało się coś złego.
            Była godzina ósma. Gotowa do wyjścia usiadłam na skraju łóżka i położyłam dłoń na słodko śpiącym mężczyźnie. Obrócił się w moją stronę. Uchylił delikatnie oczy i widząc mnie, uśmiechnął się.
- Cześć, kochanie – powiedziałam słodko, przedrzeźniając go.
- Hej – przetarł oczy, a następnie ziewnął – Która godzina?
- Dwie minuty po ósmej – odpowiedziałam.
Nastała chwila ciszy.
- Dasz sobie radę? – spytałam. Próbowałam powiedzieć to bez emocji, jednakże kiedy się czymś przejmowałam to nie panowałam nad głosem. To pytanie zostało zadane ze słyszalną nutą troski.
- Oczywiście – wyszczerzył zęby. Dzisiaj zdecydowanie lepiej się czuł. Odwzajemniłam uśmiech i pocałowałam go.
- Masz tam nie schodzić dopóki nie przyjedzie Nick, zrozumiano? – bardziej stwierdziłam, aniżeli zapytałam. Wstałam i oparłam ręce o biodra.
- Tak, mamo. Będę grzeczny – przeciągał te słowa, jak prawdziwy pięciolatek. Mimo tego, że mi dogryzał, to nie byłam zła.
            Damon ponownie nachylił się, żeby go pocałować, co uczyniłam. W następnej kolejności kazałam do siebie zadzwonić, jak dowiedzą się czegoś konkretnego i wymaszerowałam z budynku.


CZYTANIE = KOMENTOWANIE

17 komentarzy:

  1. hej! zapraszam wszytskich na oficjalną grupę na facebooku True Story of Delena !
    https://www.facebook.com/groups/truestoryofdelena/

    Wszystkie nowości, dyskusje i inne ciekawostki, znajdziecie właśnie tam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy rozdział. Dobrze że Kat,zaczęła mówić prawdę. Ciekawe że Salvatorowie mają brata i ogólnie cała ta historia z 1864 roku. Nie dziwię się że Damon był zły i zdezorientowany,każdy by był na jego miejscu,ale dobrze że ma Elenę:)
    Pozdrawiam;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem ci kochana, że coraz bardziej mnie zadziwiasz. Wchodzę tu z pewnymi odstępami czasu, ale zawsze wita mnie cudowny rozdział. Muszę pochwalić pomysł z bratem Damona i Stefana...To może być bardzo ciekawy wątek, który pewnie świetnie poprowadzisz :)
    Moje serce podbiła też cudowna muzyka...taka nastrojowa i świetnie pasująca do opowiadania. Czyta się na prawdę wspaniale, a pomaga w tym też właśnie muzyka i cudowny szablon. Wcześniejszy też mi się podobał, ale w tym wypadku zmiany wyszły na dobre ;)
    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów z pisaniem ;*
    http://mikaelsonfamily.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam na nowy rozdział. delena-different-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jednak ich rozkochała mam nadzeję,że Damon nic do niej nie czuje nie wierze,że Katrinne chciała ich pogodzić jestem w szoku,że Salwadorowie mają brata ciekawe co się z nim stało ciekawe jaka będzie reakcja Stefcia

    OdpowiedzUsuń
  6. przeczytałam wszystkie rozdziały, i... cudowne! też jestem ciekawa jak tam Ethan i Katherine :) strasznie ciekawie piszesz i oby tak dalej :) z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam wszystkie rozdziały w niecałe dwa dni. Wciągnęło mnie Twoje opowiadanie.
    Strasznie mi się podoba. :D
    Czekam na następny rozdział i życzę Ci dużo weny.

    __________
    Zapraszam na mojego bloga.

    http://nie-jestem-nia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na nowy rozdział. delena-different-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny rozdział, jak każdy. :) Zaskakujesz mnie. Nowy brat Damona i Stefana, to może być fajny pomysł. Mam nadzieję, że to nie będzie drugi Stefan. Czekam na następny rozdział i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Twoje opowiadanie jest takie... Magiczne :-)
    Zaprasza na tvdopowiadanie.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam do mnie na nowy rozdział. delena-different-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Zniewalające to <33
    Kocham Cię <33
    wpadnij do mnie :))
    jest nowy odc :))
    http://caroline-and-klaus-ever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. CZEŚĆ!
    Zapraszam na NN, na Klaro :)

    "- Znasz mnie. Oboje jesteśmy nieśmiertelni, możemy wszystko. Zbudziłem się, by być z tobą, bogini.
    - Silas.. - szepnęła przerażona."

    http://hate-is-the-beginning-tvd.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Zapraszam do mnie na nowy rozdział http://szkolamagow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Zapraszam do mnie na nowy rozdział:)
    http://delena-i-love-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. zapraszam do mnie na nowy wpis :) http://pwsezon5.blox.pl/

    OdpowiedzUsuń
  17. Zapraszam na nowy rozdział.
    delena-different-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń